Jak powiedział Dorn, wykaz jest ciągle
konsultowany i w kwestii emerytur pomostowych jest sprawą
najbardziej gorącą.
Emerytury pomostowe to nie jest łącznik między wcześniejszymi a
normalnymi emeryturami; ta ustawa jest rozwiązaniem problemu,
który pojawił się w latach 80. Bardzo łaskawie i szeroką ręką
wpisywano wtedy kolejne stanowiska do wykazu zawodów, które
uprawniają do przejścia na wcześniejsze emerytury - wyjaśnił Dorn.
Dodał, że nie ma takiej możliwości, by wykaz ten pozostał w
niezmienionym kształcie.
Nie ma możliwości, by stroiciele
harmonijek ustnych, a taki zawód też tam funkcjonuje, byli objęci
emeryturami pomostowymi czy też otrzymywali z tego powodu jakąś
rekompensatę - powiedział wicepremier.
Jednocześnie zapewnił, że rząd nie ma zamiaru nie dotrzymać
ustawowych terminów konsultacji społecznych.
Konsultacje będą
traktowane przez rząd bardzo poważnie - podkreślił
Dorn.
Nawiązując do nauczycieli, którzy obawiają się wykreślenia z
wykazu prac w szczególnych warunkach bądź o szczególnym
charakterze, Dorn powiedział, że nie widzi podstaw do tego, by to
środowisko traktować "tak jak maszynistów czy zawiadowców, gdzie
istnieje wyczerpywanie się zdolności psychofizycznych".
Natomiast na argumenty wskazujące takie czy inne uwarunkowania
obejmujące, jeśli nie całość, to choćby część tego środowiska
(nauczycieli - PAP), rząd jest otwarty. Po to są konsultacje
społeczne w Komisji Trójstronnej - powiedział wicepremier.
Dorn skrytykował także wicepremierów Romana Giertycha i Andrzeja
Leppera, którzy wypowiadali się na temat emerytur pomostowych.
Uznał ich działania za "nie do końca lojalne, a dla celów sprawy -
nieefektywne i nieracjonalne".
W środę Giertych poinformował, że LPR nie zgadza się na
pozbawienie nauczycieli prawa do emerytur pomostowych. Dodał, że w
środę rano rozmawiał na ten temat z wicepremierem, szefem
Samoobrony Andrzejem Lepperem, który - według Giertycha - przyjął
stanowisko Ligi "z dużym zainteresowaniem i poparciem".
Obecna na konferencji prasowej ekspert medycyny pracy prof.
Danuta Koradecka wyjaśniła, że cały problem z definiowaniem pracy
w szczególnych warunkach bądź o szczególnym charakterze wynika z
tego, że jest ona powszechnie mylona z pracą w warunkach
szkodliwych.
Nie mówimy tu o pracy przy przekroczeniu
dopuszczalnych stężeń, natężeń czynników szkodliwych, norm
higienicznych, tylko o pracy, w której pracodawca, niezależnie od
poniesionych nakładów na cel zapewnienia bezpieczeństwa, nie jest
go w stanie w pełni pracownikowi zapewnić - powiedziała.
Wyjaśniła, że chodzi tu przede wszystkim o działanie sił natury.
Nie można zapobiec temu, żeby przy pracy pod ziemią nie doszło do
nagłych zdarzeń; podobnie w powietrzu, na wodzie, pod wodą. W tych
sytuacjach takiej możliwości nie ma i jest to tak zwana sytuacja
szczególna - powiedziała Koradecka.