O tym, jak niebezpieczna była luka w przepisach ZUS-owskich przekonał się na własnej skórze Jan Mucek (50 l.) z Polkowic (dolnośląskie). 25 sierpnia na konto byłego górnika miała wpłynąć emerytura. Blisko 3, 5 tys. zł.
– Pieniędzy nie było, więc zadzwoniłem do ZUS-u. Tam dowiedziałem się, że przecież wszystko jest w porządku, bo emerytura została przelana na moje nowe konto, które podałem w liście. Tyle, że ja takiego listu nie wysłałem – opowiada. Okazało się, że pod Jana Mucka podszyli się oszuści. Wykorzystali to, że do zmiany konta wystarczą dane, które można bardzo łatwo zdobyć: imię, nazwisko i PESEL. – Podpis podrobili. Nie był podobny do mojego, ale nikt tego nie sprawdził – dodaje górnik.
Wczoraj, właśnie na przykładzie Jana Mucka, pokazaliśmy, że zbyt ogólne przepisy dotyczące zmiany kont w
ZUS wcale nie chronią emerytur milionów Polaków. Na reakcję ZUS-u nie trzeba było długo czekać.
– Do tej pory wystarczały dane, które można było łatwo zdobyć. A to stwarzało pole do nadużyć. Postanowiliśmy to zmienić. I to natychmiast – zapewnia Jacek Dziekan (37 l.) rzecznik ZUS. – Od środy nie przyjmujemy już wniosków, na których jest tylko imię, nazwisko i PESEL. Teraz do zmiany numeru konta potrzebny jest także numer świadczenia, który zna tylko świadczeniobiorca – tłumaczy.
W ciągu najbliższych dni ZUS powiadomi o tej zmianie wszystkich świadczeniobiorców. Na tym nie koniec. Jacek Dziekan zapewnia, że ZUS będzie teraz bardzo dokładnie sprawdzał, czy
emerytury trafiają do swoich prawowitych odbiorców.
– Na bieżąco będziemy weryfikować wszystkie zlecenia. Zdarza się, że osoby starsze nie chcą zakładać konta na siebie. Podają konto córki, syna czy kogoś innego z rodziny. W przypadku, jeśli dane świadczeniobiorcy i właściciela konta nie będą się zgadzały, przelew zostanie wstrzymany, a my skontaktujemy się z klientem ZUS-u. Jeśli potwierdzi nam, że faktycznie zmienia konto, wtedy przelejemy
pieniądze – tłumaczy rzecznik.
Wczoraj okazało się też, że opisana przez Fakt szajka z Głogowa, która dzięki luce w prawie okradała emerytów, grasuje teraz w Zielonej Górze.
– Tamtejszy oddział ZUS otrzymał podobne zlecenie. Po państwa publikacji wstrzymaliśmy tam dwa przelewy. W związku z tą sprawą jesteśmy w stałym kontakcie z policją i prokuraturą. Będziemy teraz bardzo uważać – obiecuje Jacek Dziekan.