Dlatego w roku 1999 wprowadzono pod jego rządami reformę systemu emerytalnego. Powstał tak zwany drugi filar, czyli otwarte fundusze emerytalne, do których skierowano część składek, żeby pracowały na rynku kapitałowym.
Nieżyjący już ekspert Centrum im. Adama Smitha Krzysztof Dzierżawski ostrzegał wówczas, że system emerytalny oparty na dwóch filarach zawali się prędzej czy później. Realizuje on bowiem przede wszystkim interesy rynków kapitałowych. Dzisiaj minister finansów Jacek Rostowski nazywa drugi filar rakiem systemu emerytalnego, który trzeba zoperować. Trudno się z tym nie zgodzić. Do otwartych funduszy emerytalnych kierowano przez 11 lat 7,3 proc. naszych pensji. Od każdej składki zarządzający funduszami pobierali 7 proc. (od roku jest to o połowę mniej) oraz prowizje za zarządzanie pieniędzmi. Trudno sobie wyobrazić lepszy interes, zwłaszcza że gwarantem wypłat emerytalnych pozostało państwo. OFE zobowiązano do kupowania za 60 proc. swoich środków obligacje Skarbu Państwa. Chodziło o to, żeby nasze pieniądze były bardziej bezpieczne. Powstała jednak dziwna sytuacja. Płaciliśmy za przekładanie obligacji z konta na konto, co było kolejnym elementem świetnego interesu. W sumie towarzystwa zarządzające funduszami zarobiły dotąd 14 mld zł.
W wyniku przekazania części składki emerytalnej do OFE w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych powstała ogromna wyrwa. Co roku trzeba ją wypełniać kwotą około 40 mld zł. Połowę z tego stanowią pieniądze skierowane do II filara, a jedną czwartą straty w wyniku obniżenia składki rentowej przez prof. Zytę Gilowską za rządów PiS. Sytuacja wygląda więc dziwnie. Jest tak, jakby ktoś z nas brał kredyty i wpłacał je na konto w tym samym banku. Jest pewne, że więcej go będą kosztować pożyczone pieniądze niż ewentualne zyski. Państwo wychodzi więc na tym jak Zabłocki na mydle. Na dodatek Komisja Europejska oraz Eurostat (odpowiednik naszego Głównego Urzędu Statystycznego) nie chcą uwzględnić składek w OFE jako inwestycji, tylko kwalifikują to jako straty. Państwo zwiększa więc statystycznie swoje zadłużenie bardziej niż inne kraje, które reformy emerytalnej nie podjęły. Nic dziwnego, że Węgry wycofały się z niej zupełnie i natychmiast poprawiły statystycznie stan swoich finansów publicznych.
Najdroższy system świata
– Po dziesięciu latach okazało się, że reforma emerytalna wykreowała nam olbrzymi dług publiczny i jest najdroższym systemem świata – powiedziała Jolanta Fedak, minister pracy i polityki społecznej w „Sygnałach Dnia” (program I Polskiego Radia). Dyskusję na ten temat pani minister zainicjowała już dwa lata temu. Początkowo traktowano to jako intelektualną prowokację. Premier Donald Tusk zapewniał, że rząd jej poglądów nie podziela. Poprał ją natomiast minister finansów
Jacek Rostowski. W ogólnych zarysach chodziło o to, żeby odciążyć budżet państwa z ogromnych dotacji do ZUS. Pojawił się pomysł, żeby na jakiś czas zawiesić transfery do OFE, a nawet taki, żeby dać przyszłym emerytom prawo wyboru. Kto chce, pozostaje w OFE, a kto nie, wraca do ZUS. Ostatecznie stanęło na tym, że ze składki 7,3 proc. w OFE pozostanie 2,3 proc., a 5 proc. zasili ZUS. Pieniądze te mają być na specjalnym subkoncie i będą waloryzowane o wzrost produktu krajowego brutto. Pozwoli to budżetowi państwa doraźnie zmniejszyć zadłużenie o 12 mld zł w tym roku i 17 mld zł w następnych. Później, oczywiście, trzeba będzie te pieniądze oddać emerytom.
Minister Fedak zapewnia, że po zmianach, które planuje rząd, nasze emerytury wzrosną. O ile? – O koszty transakcyjne OFE – odpowiada. – Obecny system emerytalny jest drogi. Koszty transakcyjne są niebywale wysokie. Na rynku światowym nie ma funduszy, które miałyby charakter stabilny i tyle zarabiały na opłatach i prowizjach. Po drugie finansujemy ten system z długu publicznego. To również dodatkowe koszty. A poziom rezerw, które ustaliliśmy 10 lat temu, jest również bardzo wysoki. Wszystkie kraje Europy Centralnej, które miały taki system, poprawiły go.
Kiedy zakończą się prace nad zmianami, dotyczącymi przekazywania składek do OFE? Na razie nie wiadomo. – Chciałabym, żeby jak najszybciej – powiedziała minister. Zapewniła też, że rozważane są propozycje, dotyczące dziedziczenia części środków OFE, przesuniętych do ZUS. – Do tej pory przez 10 lat OFE wypłaciły Polakom 500 mln zł, czyli 50 mln zł rocznie. Składkę dziedziczy się do wieku emerytalnego i tylko połowę. Takie rozwiązanie może również funkcjonować w ZUS – wyjaśniała. Przyjęto na razie, że dziedziczenie będzie polegało na przeniesieniu składek zmarłego na konto spadkobiercy.
Doktryna i demagogia
– Rząd popełnia wielki błąd, nie tylko gospodarczy, ale i polityczny, bo zniechęca własnych wyborców – powiedział w TVN24 były wicepremier i minister finansów prof. Leszek Balcerowicz. W ten sposób ocenił decyzję o przesunięciu składek emerytalnych z OFE do ZUS. Jego zdaniem,
debata o emeryturach jest pełna demagogii i insynuacji. Wcześniej stwierdził, iż Polaków nie można traktować jak barany. Pojawiła się bowiem sugestia, że osoby, które krytycznie odnoszą się do amputacji składki do II filaru, są na pasku OFE.
– W debacie publicznej liczą się dowody i argumenty – powiedział. – Nie powinny być one zastępowane przez insynuacje. Profesor przyznał, że nie podoba mu się sposób, w jaki rząd przeprowadził debatę, dotyczącą zmian w emeryturach. – W zasadniczej sprawie, która dotyczy zaufania ludzi do państwa, proponuje się ekspresowe tempo, a wynik tej dyskusji budzi wątpliwości. Jeśli chcemy w Polsce budować demokrację, w której sprawy i ludzie są traktowani poważnie, to nie możemy spokojnie patrzeć na takie kroki – powiedział Balcerowicz. Według niego rząd, chcąc ratować system emerytalny, powinien się zdecydować na inne rozwiązanie. – Gdybym miał zaproponować premierowi jedną reformę, to byłoby nią ujednolicenie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn oraz jego podniesienie – stwierdził Balcerowicz.
– Programy nadmiernie krótkookresowe niekoniecznie są receptą na zwycięstwo wyborcze – ostrzega Donalda Tuska i Platformę Obywatelską prof.
Leszek Balcerowicz. Współautor poprzedniej reformy systemu emerytalnego zapewniał w „Faktach po Faktach”, że nie demonizuje ZUS, krytykując rządowe propozycje zmian w emeryturach, tylko przeciwstawia się rezygnacji z systemu, w którym pieniądze rzeczywiście się odkłada i inwestuje.
Balcerowicz krytykował rządowy projekt reformy emerytur mówiąc, że obcięcie wpłat do OFE jest złe dla gospodarki i przyszłych emerytów, ponieważ w ZUS gromadzone są tylko obietnice. Odrzucał argumenty rządowe o tym, że dzisiejszy ZUS jest inny niż przed laty, że działa jak bank. – Ja nie demonizuję ZUS, tylko dostrzegam zasadniczą różnicę między ZUS, a bankiem. Banki inwestują, tak samo robi OFE, natomiast ZUS nie inwestuje – bo do ZUS wpłacamy składki i one są natychmiast wypłacane, po to żeby pokryć bieżące
emerytury. To jest zaprzeczenie banku – podkreślał.
Prof. Stanisław Gomułka, ekspert Business Centre Club twierdzi natomiast, że przesunięcie części składki emerytalnej z OFE do ZUS rzeczywiście obniży deficyt budżetowy i tzw. otwarty dług publiczny. Ale na kontach w ZUS pojawi się nowy, ukryty dług, który prędzej czy później trzeba będzie spłacić.
Prof. Balcerowicz twierdzi, że zamiast zmieniać system emerytalny należałoby przyspieszyć prywatyzację i dostosować świadczenia socjalne do poziomu naszego rozwoju (mówił m.in., że bardziej rozwinięte od nas Czechy, mają mniej rozwinięty system socjalny).
W tej sprawie wypowiedział się też zagorzały oponent Balcerowicza, były wicepremier i minister finansów prof. Grzegorz W. Kołodko. Jego zdaniem, o czym mówił w TVN24, przesunięcie części pieniędzy z OFE do ZUS jest słusznym, jednostkowym posunięciem. Nie jest to jednak działanie kompleksowe. – Jakbyśmy byli zieloną wyspą, to byśmy sobie sadzili palmy w ogródkach, a nie wprowadzali takich kontrowersyjnych i trudnych w realizacji przedsięwzięć – powiedział. – Ta szarpanina będzie sporo kosztowała w sensie ekonomicznym i finansowym. Ludzie tracą na niespójności wizji ekonomicznej. Ta
reforma jeszcze nie zaczęła dobrze działać, a już jej zasady są zmieniane. To jest przyznanie się do błędów. Z jednej strony ustalono składkę do OFE na zbyt wysokim poziomie, z drugiej pozwolono funduszom, które zarządzają tymi pieniędzmi, na zarabianie kroci kosztem przyszłych emerytów.
Obywatele muszą zrozumieć
– Podwyższenie wieku emerytalnego jest nieuniknione – uważa ekonomista Witold Orłowski, przedstawiciel Rady Gospodarczej przy Prezesie Rady Ministrów. Orłowski tłumaczył w radiowej Trójce, że zapowiedziane zmiany w systemie emerytalnym to wynik kompromisu. Podkreślił, że w sprawie OFE nie było dobrego ani łatwego rozwiązania.
– Minister finansów – powiedział – parł w stronę całkowitej likwidacji OFE. Z drugiej strony był minister Michał Boni, który OFE bronił. Orłowski podkreślił, że polski system emerytalny nie jest całkowicie bezpieczny, a jego reforma nie została dokończona. Dodał przy tym, że gdyby obecny system pozostał niezmieniony, to za 20-30 lat emerytury wyniosłyby 25-30 procent ostatniej płacy. Obywatele muszą więc zrozumieć, że trzeba dłużej pracować i samemu oszczędzać na emeryturę. Politycy nie proponują jednak podniesienia wieku emerytalnego, gdyż obawiają się sprzeciwu społeczeństwa.
Marek Borowski, poseł Socjaldemokracji Polskiej, były minister finansów, zwrócił uwagę, że polski budżet jest w bardzo trudnej sytuacji. – Wzrost gospodarczy mamy i to nas cieszy – powiedział – ale sytuacja finansów publicznych jest dramatyczna w tej chwili. Przecież to, że odstępujemy od umowy społecznej i zmniejszamy składki do OFE to jest dramatyczny wybór. On nie wynika z tego, że tak się komuś przyśniło, tylko taki jest przymus. Jak podkreślił, mamy prawie 8 proc. deficytu, przez co nie możemy zwiększać wydatków na zdrowie, edukację, naukę. Marek Borowski uważa, że jeżeli rząd nie przeprowadzi reformy w systemie emerytalnym, obejmującej Kasę Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego, emerytury mundurowe i górnicze, to OFE trzeba będzie zlikwidować.
Co ciąć?
Polski dług publiczny przekroczył już 760 mld zł. Grozi nam, że w tym roku będzie wyższy niż 55 proc. produktu krajowego brutto. Wówczas trzeba będzie drastycznie ciąć wydatki. Przesunięcie części składek z OFE do ZUS może nas przed tym uchronić. Premier Donald Tusk, przemawiając z trybuny sejmowej, pytał, jakie propozycje mają w tej sytuacji partie opozycyjne. Czy należy ograniczyć wydatki socjalne? Czy nakłady na edukację? Czy zmniejszyć wydatki na bezpieczeństwo publiczne? Czy może wstrzymać część inwestycji? Odpowiedzi nie było.
– Jeżeli zrobimy reformy, w wyniku których do władzy dojdzie pan Kaczyński, to zapewniam, że żadnych reform nie będzie – oświadczył w TVN24 Stefan Niesiołowski, wicemarszałek Sejmu. Przyznał on, że rząd wstrzymuje się od niektórych zmian ze względu na ich polityczne koszty. To komentarz do rad, jakie skierował do rządu prof. Leszek Balcerowicz. – Wskazał on drogę, która w gruncie rzeczy prowadzi do scenariusza rozruchów ulicznych – oświadczył Niesiołowski.
Prof. Ryszard Bugaj, były doradca prezydenta Lecha Kaczyńskiego, też odnosi się do reformy emerytalnej z roku 1999 wstrzemięźliwie. Pytany o bezpieczeństwo naszych pieniędzy, skierowanych do OFE, przypomina, że po zawaleniu się rynków finansowych sporo z nich ubyło. Nie ma więc większego znaczenia, czy będą one w OFE czy w ZUS. Ta druga lokalizacja jest nawet pewniejsza, bo żaden rząd emerytów nie zlekceważy, jeżeli chce dalej rządzić.
Maciej Otrębski